Owego Układu a

Owego Układu a

Owego Układu a następnie za­wrócimy do siebie. Swoją drogą nie jestem pozbawio­ny samokrytycyzmu, dokładnie widzę, że z takim Me­chanikiem, jakim ja jestem, wyprawa nie powinna się dobrze skończyć. Trzeba będzie jednak okazać więcej zainteresowania tym co się dzieje w rakiecie i naoko­ło. Co prawda to i Szef jakoś ostatnio nie ma do tych spraw głowy. Do licha! Przysięgam, że takiego zapachu niepo­dobna długo wytrzymać! I dlaczego akurat ja muszę najczęściej myć klatki? Ptaki jeszcze jako tako, nie można odmówić im pewnej delikatności, ale tygrysy nie liczą się zupełnie z niczym. No tak! Od dziś chodzę z zamkniętymi oczyma. Na­wigator i Lekarka! Więc jednak. Powtarzam — to nie może się dobrze skończyć. Miałem rozmówkę z koleżanką Biologiem. O nie, nic takiego ! Wzięła mnie na bok, żeby coś zdradzić w zaufaniu. Wydaje się, że też... hm, zwróciłem jej uwagę. Ale nie o to chodzi. Twierdzi, że ostatnio. Szef bywa jakiś nieswój i oszołcmiony, a chwilami porusza się jakoby miał zawroty głowy. Coś zażywa? Byłoby głupio wprost się dowiadywać. Będę o wiele spokojniejszy gdy już zawrócimy. Mam zupełnie dosyć wycierania kątów w Kosmosie. I tak całe odkrycie się zmarnuje, bo wątpię czy kole­żanka Astronom, albo kolega Nawigator zdołają tu jeszcze trafić. Ona całymi dniami wodzi wzrokiem za Starym, on z kolei snuje się z kąta w kąt za Lekarką. Anieli niebiescy, co się dzieje w tej maszynie! Jak gdyby nie istniał żaden regulamin ! Nigdy mnie nie uczono o takim działaniu podróży międzygwiezdnych. Z tego wyniknie jeszcze bardzo gruba historia. A pod­ręcznik psychologii lotów dałem do zżarcia kozie. Na­wet okładkę bestia pochłonęła. Szkopuł w tym, że Stary jest coraz weselszy. Pod­śpiewuje, klepie każdego po plecach. Dobra jest! Niech sobie spaceruje tym tanecznym krokiem, nic mi to nie szkodzi. Przynajmniej nie zauważył, że opuściłem okresowy przegląd silników . . . Nie powiem abym kochał to wyłażenie na zew­nątrz. Pod tobą dziura, nad tobą dziura, głupio byłoby wtedy zgubić statek. Tot<=ż wyłażę najrzadziej jak można. Bo i niewiele grozi dopóki silniki nie pracują. Doprawdy, przyjemna dziewczyna! Szkoda, że bio­logia a nie coś bardziej technicznego. Ale trudno prze­bierać. Myślę, że się jakoś zdołamy porozumieć. Boże, co się ze mną dzieje, z nami wszystkimi? Jak to do­trze do bazy, nikt z nas więcej nie poleci. A niby jak ma dotrzeć? No i wiem już wszystko, chociaż jak mogę tak udaję, że nic nie wiem. Stary pije . Zrobił w laboratorium szklany aparacik i co z niego wykąpie zbiera do menzurki. Jeśli go to rozwesela, proszę bar­dzo! Jak to na starość można zostać wynalazcą... Niech tylko nie ma pretensji, gdy coś nie jest zrobione. Prawdę mówiąc, to rzeczywiście ich nie ma i właś­ciwie nikt już nic nie robi. Niebawem zacznę wykonywać moje dawne plany. Będę wypuszczał przez zawór bezpieczeństwa po jed­nym zwierzaku. Powietrze się oczyści, a mnie nic nie zarzucą. Na to trzeba złapać za rękę. Nie zmartwiłem się wcale kiedy Szef wydał rozkaz powrotu. Pierwszy raz od dawna usiedliśmy w fote­lach. Pilot wziął się do sprawdzania przyrządów i we­dług regulaminu odczytywał na głos wskazania. Na szczęście Starego też to drażniło i kazał włączyć silni­ki bez gadania. Chwila była ważna, ale na co przesada? Ostatecz­nie wiadomo było, że kiedyś zawrócimy. Więc patrzy­łem jak kładzie obie łapy na dźwigniach. Ruszył pierw­szy silnik, drugi, trzeci. Wszystko szło normalnie. Sta­re pudło dygotało niby w gorączce i już myślałem, że nic się nie zdarzy, kiedy . .. Eksplodował czwarty silnik na rufie, diabli wiedzą dlaczego. Nie byłoby to najgorsze gdyby nie urwał przy tym sterów. Zaraz to poznaliśmy, bo nasze głu­pie koryto jęło się zataczać jak zwariowane. Ani Pilot, ani Szef, ani Nawigator

Poprzedni - Co zrobiono. Były tam
Następny - Nie mieli widać

Strony pokrewne